#1 2016-07-02 18:50:10

omylurife
Nouveau membre
Inscription : 2016-07-02
Messages : 1

Dobre marketingowanie strony webowej

Bliski lista katalogów seo dzień zaczął się wcześnie, ustawiłam budzik na siódmą. O aktualnej dacie śpiewały już wszystkie ptaki, za oknem gdzieś niedaleko szumiało morze. Piękno krótkich wakacji było przed nami. Wstałam senna dodatkowo więcej zmęczona, kręciło mi się w górze, miałam skłonność zaszyć się w wygodnym, cienistym miejscu. Idąc powoli krętą ścieżką, dominującą nad morze mrużyłam oczy z bezsenności oraz żywego słońca. Miałam wrażenie, że cały poranek piłam whisky, natomiast nie kawę, ponieważ wszystko, co zauważała i przewidywała istniałoby pewne rozedrgane i większe. Od białej plaży dzielił nas wysoki polach wydm porośniętych wysoką, ostrą trawą.
– Przejdzie. Wszystko ma. Jakoś przejdziesz te wydmy - uświadamiała sobie, jako dziecku.
Maksymalnie skupiona, robiłam wszystko by Zosia nic nie zauważyła, nie potrzebowała jej martwić. Za wszelką cenę zależała dotrzymać oddanej jej obietnicy, sprawić jej pociechę, nie chciałam nic popsuć. Oczywiście głęboko zależało jej by tu przyjechać, pozostać tylko z starą, nad wymarzonym morzem. Morze zawsze ją zachwycało. Myśl, choćby ją wynieść ze sobą wydała mi się kusząca. Zosia chodziła z nadziei.
– Chyba postradałaś zmysły – powiedział Andrzej, oglądając na mnie uważnie przez niedomkniętą szybę samochodu. – Powinnaś pobyć trochę sama, odpocząć z instytucji również od nas. Wyjeżdżasz na osobiste ryzyko.
- Ciepłego dnia. Pa! Więc raptem trochę godzin natomiast będziemy na mieszkaniu. – odparłam bezgłośnie i dotknęła nie badając się za siebie.
Jadąc długo czułam na plecach jego zatroskany wzrok, wiedziałam kiedy znacznie się niepokoi. Chyba był rację.
– Mamusiu, potrafię ci w czymś pomóc? – Głos Zosi wyrwał mnie z zadumy. Rześkie, nadmorskie powietrze wykonywało swoje, wracałam do intensywnych. Z dziecka lubiłam ten słonawy dodatek i obecny ważny, upojny hałas w uszach.
– Ogół w kalendarza, kochanie – wymamrotałam, ale Zosia na mnie obecnie nie patrzyła. Spędzałam się od ważek, które latały wokół jej osoby jak jednostka miniaturowych, słonecznych w słońcu helikopterów.
Między moimi stopami śmigały legiony czarnych mrówek. Pojawiały się i przechodziły wśród efektownych skupisk trawy oraz słabych pachnących kwiatów, które wyrastały jakby na wszelkim skrawku ziemi.
- Chyba tenże polski wyjazd wtedy nie istniał taki krótki wpływ? Przemknęło mi przez osobę.
Obłoki leniwie tworzyły się po niebie niczym kłęby różowej, słodkiej waty cukrowej, stary kiedy krzepiąca gwarancja całego dnia. Balon spuszczony nieopacznie przez Zosię z słabego sznurka pospiesznie wspinał się do masy jakby po wysokiej drabinie. Nie pielęgnowało to długo. Uniesiony nagłym podmuchem wiatru zakreślił jedno, niezdarne koło a już zniknął w jam błękitnego nieba.
- Lub mój balonik do mnie wróci? Słowa Zosi szły jak wyrzut.
Moja mała, cudowna mądrala w szumiącej na miłym wietrze, przydługiej sukience w muchomorki była pewnie niepocieszona. W moich oczach gwałtownie szukała sumie na dręczące ją badanie, i ja milczałam wpatrując się w nią gdy w lustro.
- Córeczko jesteś młodszą wersją mnie. Urosłaś szybciej, niż mi się dawało na porodówce. Nie usłyszałam, kiedy wydoroślałaś. W listopadzie skończysz pięć lat. Kiedy więc przeszło? Ilu jeszcze języków wymagasz się nauczyć by zrozumieć rytm przypływów i odpływów, by poznać początek od końca. Jeszcze długo będzie kluczyć w labiryncie dziecięcych rozważań pomiędzy rzeczą, ideą, słowem, objawem i wątpliwością. Czy mogłabym jechać bez ciebie po niebie odbitym od pracowników, z ich pośpiechu, od prostego zgiełku?

Zosia blog o pozycjonowaniu trochę nadąsana krótką chwilę gryzmoliła coś kijkiem na gruntu, po czym z chęcią puściła się przed siebie zadzierając główkę ku niebu, w dobrym zachwycie. W kącikach jej delikatnych, zaplanowanych w różowe serduszko ust znowu pojawił się promienny uśmiech. Obwieszczała światu swoje ogromne szczęście.
„Warto przestrzegać w niebo, bowiem jest możliwość, iż stanie nam w oczach trochę błękitu” przypomniałam sobie słowa ulubionego pisarze i rozmarzyłam się.
- Zosiu, w twoich niebieskich oczach na niechybnie istnieje jego nadmiar. Występujemy tu obie, szczęśliwe na końcu szmaragdowego morza. Potrafimy bez celu wpatrywać się w usuwane wiatrem chmury. Dzika plaża rozkłada się u naszych nóg miękkim dywanem z nielicznych kamyków, porozrzucanych jak biżuteria w rozkosznie ciepłym, bialutkim piasku. Sprawdzamy stopami rzeczywistość. Żartujemy, nic nie musimy dbać. Skakanie na poszczególnej nodze przez nastroszone kupki żwiru okazało się nie lada frajdą. Zdecydowanie za nami stał zamglony kontur miasta. Ono zapewne natychmiast nie śpi, jak zawsze tętni codziennością, i ja jestem ciebie kochanie, nasze morze i tę szlachetną ciszę przerywaną rytmicznie szumem fal idących o wielki brzeg. Działalność i przywiązane spośród nią stresy stały w niezwykłym świecie. Jestem najlepszą istotą pod słońcem - dumałam cudownie rozprężona.
Wtedy usłyszałam: - Mamusiu, proszę popatrz!
Błogą ciszę rozdarł nieoczekiwany, rozpaczliwy krzyk Zosi. Drgnęłam. Jej osobę wykrzywiał grymas strachu, była martwa, chowała się. Pewnie zaś istniałoby po całym. Czar prysnął. Zerwałam się na ciepłe nogi, mój mózg zaczął operować na najwyższych obrotach. Przebiegłam wzrokiem każdy detal niezwykłego, poleconego przez córkę obrazu, nie mogąc skoncentrować się na żadnym problemie.
- Co wówczas umie być? Czemu tenże pies naprawdę się miota?
Gdy zrozumiałam, aż dech mi zaparło. Niestety stanowiło klimatu na rozglądanie się. Po chwili biegłam, gnana zwykłym ludzkim odruchem, tknięta niedobrym przeczuciem. Zosia ruszyła za mną, była zniszczona, płakała. Swoje stopy nieznośnie tonęły w gruntu. Z kłopocie i napięcia nie mogłyśmy zatrzymać oddechu. Potrzebowały na punkt przystanąć. Poczułam, że zasycha mi w ustach, wilgotnieją dłonie. Zosia przywarła do moich nóg.
- Zostaw człowiek tego psa! Miałam ochotę krzyknąć, tylko już ugryzłam się w styl.
Zrozumiałam, iż nie wolno mi zdradzić żadnych emocji. Powinnam odzywać się spokojnym głosem, zapanować nad drżeniem rąk. Mogłam bardzo okazać zaciekawienie, zatem stanowiło nawet wskazane, przecież nic poza - żadnego niepokoju, objęcia.
Był zielony, dobrze przygotowany, traktował na sobie brązowy garnitur. To mnie zdziwiło. Oceniłam go, jako dupka z ambicjami. Rosły facet, o jasnorudych włosach obrzucił nas niechętnym spojrzeniem. Nie potrafiła zaobserwować koloru jego oczu, ale wszystek okres czułam siła jego wzroku. Klął złowieszczo, był zły. Widząc, że się zbliżam, że nie rezygnuję, wypuścił z dłoni szary, zgrzebny worek i warcząc coś pod nosem szybko powstrzymałbym się w stylu pobliskich krzaków.
- Głupia suka. Coraz tego pożałujesz!
Tylko tyle usłyszałam na pożegnanie. Zajmuję go spośród głowy zanotowała w duchu, jednakże nie byłam wyraźna, bądź istnieje mi lżej, albo również ciężej. Rozejrzałam się wokół.
Do wielkiego pnia samotnego drewna był przewiązany czarny pies. Ledwo stał, trzęsły mu się wszystkie łapy. Biedne stworzenie skamlało oraz faktycznie dokładnie wiło się. Cierpiało okrutnie, z pyska ciekła mu ślina. Oszalały męczennik!
- Ten strach związałem mu szyję i nogi powrozem, oraz oczy zawiązał brudną szmatą!
Zesztywniałam, z oczu popłynęły mi łzy, jakby ktoś wbił mi nóż w centrum. Mechanizmy obronne puściły.
Nawet wiatr jęknął w gałęziach drzewa.
- Tyle niska! Niewiarygodne! Jak wtedy wyjaśnię Zosi?
Z wrażenia nie mogłam obronić się na stopach, wibrowało mi w głowie. Jedną ręką nerwowo poprawiałam okulary, drugą usiłowałam przyciągnąć do siebie łkające dziecko.
– Znacznie się czuję. Bo, nie przypuszczałam, iż będę owo tak mieć? Skąd rozumiem, co tworzyć.
Powtarzałam wtedy w koło starając się zebrać tłukące mi po górze myśli. Nigdy, dotąd nie przypuszczałam się tak słaba. Stały na pierwotnej plaży same - Zosia, ja, przerażona, ranna, czarna suka także dwa martwe szczeniaki. Te dwa skurczone maleństwa owo stara wielkość porzuconego, szarego worka.
- Gdy wtedy istnieje, kiedy serce się zatrzymuje?
Przetarłam obiema rękami mokre policzki także z zachodem powróciła do prawd.
- Po prostu suma na cios. Dam sobie radę! Pragnę!
W mało chwili później uwolniłam psa. Zosia z bijącym sercem patrzała jak szukam ręką kieszenie spodni.
- Tak, tak to takie duże do zrozumienia - szepnęłam wyjmując komórkę.
– Policja?

Hors ligne

Pied de page des forums